10.11.2018

Jesień w górach i na nizinach z grzybkami w tle

droga, jesien, gory, antymiasto, blog, wies,

Dziwna ta jesień, dziwna jakaś. Zazwyczaj w listopadzie człowiek miałby pretekst, by sobie normalnie ponarzekać (cytując klasyka - "czasami człowiek musi, inaczej się udusi"). Że zimno, że plucha, że słońca mało, że ponuro.


Że wieje, sypnęło mokrym śniegiem, że zwieja, a odpowiednie służby znów to zaskoczyło. Kiedyś ponarzekać trzeba, a listopad nadaje się do narzekania jak żaden inny miesiąc w roku.
A tu się uparło i nie odpuszcza. I nie dość, że słonko świeci, to jeszcze ciepło, a nawet drzewa nie do końca straciły kolory.

jesien, las, kolory, antymiasto, wies


I pojawiły się grzyby, których na naszej Atakamie nie było w tym roku od czerwca.
Korzystam z tych promyków, tak rzadko oglądanych w naszym narodowym, smutnym listopadzie.
Wcześniej, pod koniec października pojechałam w góry. Do Szczawnicy w Pieniny. Od 10 lat nie jeździłam pociągiem, więc wsiadłam w nasze sławetne Pendolino i popendoliłam do Krakowa. Czekałam na ten zawrotny pęd i mocno się zawiodłam. 
Na przełomie lat 80 i 90 często jeżdziłam z Warszawy do Krakowa ekspresowymi pociągami i trwało to 2 godziny 30 minut. Teraz pendolino pędzi... 2 godziny 20 minut. I to niewygodnie. Cóż. 😢

W każdym razie z Krakowa pojechałam komfortowo z bratem samochodem przez Lubomierz. Gdy na horyzoncie zobaczyłam prawdziwe góry, to aż mi się w środku uśmiechnęło - tęskniłam za tym widokiem. A że pogoda piękna, słońce nisko i zbocza tak kolorowe, jak sobie wymarzyłam, zatrzymaliśmy się na samym szczycie przełęczy na krótki spacer. Najpierw przywitał nas lokalny Burek ze swojego lokalnego szczytu, czyli sterty starannie ułożonego drewna. Miał stamtąd piękne widoki.



pies, gory, drewno, antymiasto, wies




A za chwilę przed nami za chwilę roztoczyły się jeszcze piękniejsze.

gory, lubomierz, widok, antymiasto, wies,


gory, lubomierz, jesien, antymiaso, wies,


Później dostrzegłam na skraju hali pod lasem dwie "mućki" dużo powyżej szlaku. Słońce wyzłacało łąkę i brzeg lasu, muskając krowy po zadach... 
Cóż, żywot dodatku do obiektywu i aparatu lekki nie jest, więc poddałam moje płaskonizinne ciało morderczej próbie pokonania tego pagórka. Warto było. Dla tej zadumanej, zapatrzonej w góry krówki.


krowa, gory, hala, jesien, antymiasto, blog, wies







Na drugi dzień, zwabiona doniesieniami o występujących w Małopolsce grzybach, których u nas już się nie spodziewałam, postanowiłam ich poszukać. I jak głupia dałam się zwabić w pułapkę, czyli posłuchałam wskazówek życzliwych - "Idź tamtędy, tamtędy, tam są rydze!!! Najpierw pod górkę, ale później już prosto..."

No, "tamtędy" nigdy nie szłam. Znaczy się obok, szlakiem na Prehybę tak, ale drogą (do pewnego momentu). A nie górami nad nią... 
No takich rzeczy nie robi się paniom w pewnym wieku od lat mieszkającym na płaskim Mazowszu... Zanim się tam "wywspindrałam" jak mówią miejscowi, walące serce miałam na przemian w brzuchu i pod gardłem, rumieniec godny nastolatki i mroczki przed oczami. I żadnego grzyba!. 
Ale w końcu równo. Odpoczynek na pniaku i szukamy. Coś jest. Rudawe, pomarańczowe... no rydz! Co prawda nie rydz, bo mleczaj jodłowy, ale coś, co rydza przypomina jak najbardziej, a rydzem się go nazywa potocznie.

grzyby, grzyb, mleczaj jodlowy, jesien, antymiasto, wies


Nie pierwszej młodości, ale zdrowy i krzepki. Dobrze jest. Dobrze..? Patrzę, a przede mną następne wzniesienie. Za nim następne i następne...! A rydze raptem trzy. 
W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie dam rady. Mam dość, a skórka nie warta wyprawki. Muszę zejść w prawo. Tylko jak? Zbocze prawie pionowe.

gory, pieniny, zbocze, antymiasto, blog, wies,

(na fotce zbocze po którym musiałam się wspinać, tam, gdzie chciałam zejść było dużo bardziej stromo)
Muszę szukać jakiegoś łagodniejszego żlebu, jaru. 
W skrócie, dość długo szukałam... Szczęśliwa zeszłam na szlak z siedmioma rydzami. I dopiero tam natknęłam się na pączkujące młode opieńki.





Też łatwo nie było. 
Pień w połowie pionowego spadu do strumienia. Nie będę dokładnie opisywać perypetii z dotarciem do pnia, szukaniem sposobów na postawienie koszyka, dość, że ktoś pewnie zdziwiłby się widząc mnie wiszącą okrakiem na pniu nad maleńką przepaścią. Wróciłam obolała, ale dumna z całego koszyka grzybków. 
W sumie trzy rodzaje opieniek, kilka kolczaków obłączastych, trzy podgrzybki i jeden prawdziwek.


Kilka dni po powrocie okazało się, że i u nas wykluły się opieńki. Opieńki..? - opieniasy, opieńkowe sumo, grubaśne, masywne, zdrowe. Jak żyję nie widziałam opieniek w takiej formie.










I jak na razie mam ich już dość, ale tej dziwnej jesieni w listopadzie zaczynają pojawiać się pojedyńcze podgrzybki brunatne i maślaki.
Chodzę po lasach, cieszę się tą pogodową było-nie było anomalią i liczę na jeszcze jedno fajne grzybobranie.
Na razie ja i sąsiedzkie konie siedzimy w pogodnej (jak by to paradoksalnie nie brzmiało) mgle i czekamy na to, co się wydarzy.


kon, konie, mgla, jesien, foolblood, antymiasto, wies,



7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Trochę niespełnioną, ale kolorową :) Miałabym brzydkie poczucie niespełnienia, gdyby nie fakt, że ubiegły rok obdarzył mnie tak obficie, że zapasów nie powinno mi zabraknąć do następnego sezonu - oby był piękny i obfity dla nas wszystkich :)

      Usuń
  2. Witaj Ela z Lasu. Trafiłam na Twój blog i czytam tak jakbym czytała samą siebie. Również przenieśliśmy się z miasta na wieś. Siedem lat remontowaliśmy i mieszkamy już dziesięć lat. Z zaciekawieniem przeczytałam wiele postów. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, pomyliłąm się i wpisałam oddzielny komentarz zamiast odpowiedzi... 👀

      Usuń
  3. Dziękuję za wpis i opinię 😊 Zajrzałam do Ciebie, pracowita kobieto, ale na razie na chwilkę, bo po tygodniowym choróbsku mam milion rzeczy do nadgonienia. Chętnie rozejrzę się bardziej u Ciebie jak już złapię rytm ✋ Gdybym nie zdążyła przed Świętami (mam jeszcze wyjazd) to wesołej wiejskiej choinki 🎄

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesień jest prawie tak piękna jak zima w Beskidzie :)
    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń

Rowerki, spacerki, widoczki, obłoczki...

Bywa, że zapominamy o przyjemnościach które mamy pod nosem i na wyciągnięcie ręki.  Bo po prostu są. Dostępne. W każdej chwili, więc po...